← Home Ceny i rachunki / Inflacja według NBP: 2,9 proc. w 2026…
4 min
Ceny i rachunki

Inflacja według NBP: 2,9 proc. w 2026 roku. Co to oznacza dla Twojego portfela?

Redakcja Bogaty Wujek ·10.07.2026 ·4 min
Spis treści

„Inflacja w Polsce w 2026 r. wyniesie 2,9 proc.” - podał Narodowy Bank Polski w najnowszej projekcji. Po kilku latach gwałtownych podwyżek presja cenowa wciąż nie odpuszcza, choć jej siła słabnie. Dla gospodarstw domowych najważniejsze jest jednak nie tyle samo średnioroczne tempo wzrostu cen, ile to, co ono oznacza dla codziennych wydatków - od żywności, przez paliwa, po rachunki za prąd. W tym artykule wyjaśniamy, co wynika z lipcowego raportu NBP, które kategorie cen będą najbardziej odczuwalne i jak rozsądnie przygotować domowy budżet na nadchodzące miesiące.

Inflacja w dół, ale wolniej niż zakładano

Zgodnie z centralną ścieżką projekcji opublikowanej 10 lipca 2026 r. inflacja w tym roku ma wynieść 2,9 proc. To więcej, niż prognozowano w marcowym raporcie, kiedy ekonomiści NBP spodziewali się 2,3 proc. Jak tłumaczy bank centralny, przyczyną jest „kolejny w ostatnich latach szok podażowy - wywołany konfliktem na Bliskim Wschodzie wzrost cen surowców energetycznych na światowych rynkach”. W efekcie wskaźnik CPI podskoczył z 2,1 proc. w styczniu i lutym do 3,1 proc. w maju. W kolejnych latach inflacja ma stopniowo wyhamowywać: do 2,7 proc. w 2027 r. i 2,2 proc. w 2028 r., co oznaczałoby powrót do celu NBP (2,5 proc. z dopuszczalnym odchyleniem +/- 1 pkt proc.).

Dla przeciętnego gospodarstwa domowego różnica między 2,3 a 2,9 proc. to nie tylko abstrakcyjna liczba. Przy miesięcznych wydatkach rzędu 4-5 tys. zł oznacza o kilkadziesiąt złotych więcej w skali miesiąca na te same produkty i usługi. Co więcej, projekcja zakłada, że w 2027 r. inflacja będzie utrzymywać się powyżej celu przez większą część roku - dopiero w czwartym kwartale ma spaść do 2,3 proc. Przez co najmniej półtora roku ceny będą więc rosły szybciej, niż wynosi punktowy cel banku centralnego.

Inflacja bazowa - ukryty czynnik ryzyka

Szczególną uwagę ekonomiści zwracają na inflację bazową, czyli wskaźnik nieuwzględniający cen żywności, energii i paliw. Pokazuje ona, na ile wzrost kosztów przenika do pozostałych kategorii - usług, odzieży, sprzętu domowego czy rekreacji. Według lipcowej projekcji inflacja bazowa w 2026 r. wyniesie 3,0 proc. i na tym samym poziomie utrzyma się w 2027 r. Dopiero w 2028 r. ma spaść do 2,4 proc. Dla porównania w marcowej projekcji zakładano, że w latach 2026-2028 wyniesie kolejno 2,5, 2,4 i 2,4 proc. Presja cenowa w usługach i innych kategoriach będzie zatem silniejsza, niż wcześniej sądzono.

Jacek Kotłowski, dyrektor Departamentu Badań i Analiz Ekonomicznych NBP, podczas konferencji prasowej ocenił, że „inflacja bazowa na poziomie 3 proc. to też nie jest bardzo duży czynnik ryzyka”. Dodał jednak, że wciąż trzeba śledzić, czy wyższe koszty energii nie zaczną stopniowo przenikać do innych cen. „Wydaje mi się, że jak na wcześniejsze oczekiwania, to przełożenie na inflację bazową jest relatywnie niewielkie” - powiedział Kotłowski. Zaznaczył przy tym, że efekt może być opóźniony i rozłożony w czasie.

Dla domowego budżetu oznacza to, że nie należy spodziewać się gwałtownego spadku cen usług - od fryzjera, przez warsztat samochodowy, po rachunek za drobne naprawy. Wzrost kosztów pracy i energii będzie się w nich odbijał jeszcze przez wiele miesięcy.

Co drożeje, a co może stanieć? Paliwa, żywność i energia

Projekcja NBP nie podaje szczegółowego koszyka cen, ale wskazuje główne siły napędowe. Wzrost cen surowców energetycznych na światowych rynkach - wywołany eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie - bezpośrednio podnosi ceny paliw i energii. W maju 2026 r. inflacja wyniosła 3,1 proc., a w czerwcu według wstępnego szacunku GUS spadła do 2,5 proc. To pokazuje, że szok podażowy może być przejściowy, ale jego skutki będą odczuwalne jeszcze przez kilka kwartałów.

W przypadku żywności presja cenowa słabnie, ale nie znika. Ekonomiści NBP zwracają uwagę, że dynamika wynagrodzeń - która w poprzednich latach napędzała popyt i podbijała ceny - będzie się obniżać. W 2026 r. płace mają wzrosnąć o 6,4 proc., w 2027 r. o 5,8 proc., a w 2028 r. o 5,5 proc. To wciąż wzrost, ale wolniejszy niż w latach 2024-2025. Dla gospodarstw domowych oznacza to, że siła nabywcza dochodów będzie rosła, ale wolniej, a część podwyżek płac zostanie „zjedzona” przez wyższe ceny.

Osobna kwestia to ceny energii. Rząd - jak informuje Business Insider - pracuje nad pakietem rozwiązań, które miałyby obniżyć rachunki za prąd. W grę wchodzą m.in. taryfy hybrydowe, łączące stałą stawkę z cenami dynamicznymi. Na razie nie ma jednak konkretnych decyzji, a projekcja NBP zakłada, że koszty energii pozostaną podwyższone. Warto śledzić komunikaty Ministerstwa Energii i Urzędu Regulacji Energetyki, bo ewentualne zmiany taryf mogą przynieść realne oszczędności - ale dopiero w perspektywie kilku kwartałów.

Co to oznacza dla domowego budżetu? Praktyczne wnioski

Z lipcowej projekcji NBP płynie kilka konkretnych wskazówek dla osób planujących domowe finanse. Po pierwsze, nie należy liczyć na szybki powrót do niskiej inflacji na poziomie 1-2 proc. Przez co najmniej półtora roku ceny będą rosły w tempie około 3 proc. rocznie. Realna wartość oszczędności trzymanych na nieoprocentowanych rachunkach będzie się więc systematycznie zmniejszać.

Po drugie, warto przejrzeć strukturę wydatków i zastanowić się, które kategorie są najbardziej podatne na wzrost cen. Usługi (fryzjer, kosmetyczka, drobne naprawy, transport) będą drożeć szybciej niż towary. W przypadku żywności i paliw ceny mogą być zmienne - warto porównywać oferty i korzystać z promocji, ale bez przesadnego gromadzenia zapasów.

Po trzecie, osoby z kredytami hipotecznym powinny śledzić komunikaty Rady Polityki Pieniężnej. Stopa referencyjna wynosi obecnie 3,75 proc., a RPP od marca 2026 r. utrzymuje ją bez zmian. Prezes NBP Adam Glapiński nie wyklucza jednak dalszych obniżek po wakacjach. Niższe stopy to niższe raty kredytów, ale też niższe oprocentowanie depozytów. W tej sytuacji warto rozważyć - w zależności od indywidualnej sytuacji - albo wcześniejszą spłatę droższego długu, albo poszukanie lokaty z oprocentowaniem przewyższającym inflację.

Najważniejsze, by nie ulegać panice ani nadmiernemu optymizmowi. Inflacja wraca do celu, ale robi to wolniej, niż zakładano. Domowy budżet warto oprzeć na założeniu, że ceny będą rosły o około 3 proc. rocznie przez najbliższe dwa lata. To pozwoli uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek i spokojnie planować wydatki.

Redakcja Bogaty Wujek
Redakcja

Pieniądze od państwa i domowy budżet.

Czytaj także
Więcej →
Następny artykuł
Czek turystyczny 2026. Kto dostanie 600 zł, a kto 300 zł na wakacje?